Sobota, 22 kwietnia. Zimno i wietrznie. Miało padać, ale nie padało. Dla czego nie padało? Bo w Konstancinie pod Warszawą odbywał się wspaniały spacer fotograficzny organizowany przez Fotospacery we współpracy z firmą Olympus. Byłam bardzo chętna na przetestowanie aparatu tej firmy, ponieważ mam do niej pewny sentyment… Mój pierwszy aparat, jeszcze analogowy (czyli ten z filmem) był właśnie firmy Olympus. I od niego zaczęła się cała moja przygoda z fotografią.

Dostałam do testowania model OM-D E-M1 oraz obiektyw 12-40mm. Od samego rana czułam, że mam dziś nastrój na fotografowanie wyłącznie w trybie black&white. Tak jakoś kojarzy mi się Konstancin i te wszystkie piękne, ale niestety zrujnowane i opuszczone wille…

Przy zgrywaniu zdjęć z karty pamięci czekała na mnie pewna niespodzianka i obok zdjęć zrobionych w trybie „monochrom” witały mnie ich duplikaty tylko w kolorze. Patrząc na takie pary, wpadłam na pomysł, że warto będzie zaprezentować tu obie wersje niektorych ujęć. Te same wzory i kształty sprawiają różne wrażenie w kolorze oraz w czerni i bieli.

Zwykła żarówka też może być bochaterem zdjęcia. Czemu nie?

Po mniej więcej 20 minutach krążenia z aparatem w ręku od jednej spustoszałej willi do drugiej zdałam sobie sprawę, że zupełnie już nie wiem, gdzie jestem, mam lekki zawrót głowy oraz wrażenie, że chodzę w kółko między dwoma żółtymi domami :)) Prawie wszystkie wille w tej okolicy były w kolorze cytrynowo-żółtym, dlatego byłam tak zdezorientowana.

Dalej już było nieco inaczej. Coraz bardziej mroczne i szarawe budynki, nie mniej jednak inspirujące. Lubię szukać odbić w oknach, za którymi kryje się jakaś nigdy nieopowiedziana historia, lubię znajdować dziwne kąty widzenia. Aparat nie jest tylko po to, żeby dokumentować rzeczywistość, ale też po to, żeby tę rzeczywistość przekształcać lub nawet tworzyć na nowo…

W poszukiwaniu kolejnych inspiracji wkraczamy do muzeum Villa la Fleur. Co może bardziej inspirować niż muzyka? Mega udaną niespodzianką dla uczestników stała się piękna i zdolna wiolonczelistka, Alena Tumakova. Cudne dźwięki, docierające z drugiego piętra, wciągnęły i zaczarowały wszystkich. Mialiśmy okazję fotografować prawdziwego muzyka w pięknym otoczeniu galerii Villa la Fleur. O istnieniu tego niezwykłego miejsca dowiedziałam się właśnie dzięki Fotospacerom.

W trakcie tej sesji zmieniam obiektyw na 40-150mm z poważnym zoomem i nie mniej poważną wagą. Ale dzięki temu można było złapać ostro i wyraziście takie detale, jak na zdjęciach poniżej:

Pod koniec spaceru mój mood drastycznie się zmienił i naszła ochota na jakieś kolorowe szaleństwo. Wybrałam filtr, który temu nastrojowi jak najbardziej odpowiadał. Nigdy wcześniej nie robiłam zdjęć w takim stylu, bo wygląda to trochę jak HDR, czyli bardzo kiczowato :)) Ale w ramach eksperymentu, myślę, że jeden raz można było sobie pozwolić na takie lekkie wariactwo:

Pozytywnie zaskoczona Olympusem, zmarznięta, ale zadowolona, ogrzana herbatą z chili(!), po 4 godzinach łażenia udałam się wreszcie do domu, zastanawiając się, czyżby na pewno lustrzanka zawsze jest lepsza od bezlusterkowca… Bo teraz już nie jestem tego taka pewna :))

 
#mazowsze_nieoczywiste_Olympus_Epson