Mostar – miasto, które pamięta

Mostar – miasto, które pamięta

Okazuje się, że nie zawsze trzeba wyjeżdżać z Europy, żeby poczuć się trochę jak na Bliskim Wschodzie. Bośnia i Hercegowina to kraj, w którym 45 procent mieszkańców wyznaje Islam. Nie usłyszysz tu oczywiście języka arabskiego (trzy oficjalne języki tego kraju – to chorwacki, bośniacki oraz serbski), ale nawoływania muezinów na pewno sprawią, że klimatów bliskowschodnich nie zabraknie.

Ogromny wpływ Imperium Osmańskiego zrobił swoje i teraz możemy tu podziwiać meczety z 16-go wieku oraz inne perełki architektury osmańskiej, o ile przetrwały one wojnę jugosłowiańską…

Taką perłą architektoniczną bez wątpienia był słynny „Stary Most” w Mostarze, będący głównym bohaterem wszystkich pocztówek przedstawiających to miasto. Dla czego „był”? A dla tego, że w roku 1993 został zniszczony w trakcie wojny serbsko-chorwacko-bośniackiej. Oryginalny most z 16-go wieku niestety nie istnieje. To, co możemy podziwiać dziś – to starannie odbudowana w 2004 roku replika. Takie są koszty bezmyślnej wojny, kiedy nacjonalistyczne interesy niektórych grup społeczeństwa są w stanie zniszczyć wszystko i wszystkich na swojej drodze…

Miasto Mostar urzekło mnie tym, że nie chowa tych śladów, tych ran pozostawionych po wojnie – są one widoczne praktycznie wszędzie: ślady po kulach są na wielu budynkach, również na meczetach, fasady niektórych całkowicie w środku zniszczonych domów stoją, jak milczący wyrzut sumienia, i tylko patrzą na wszystkich swymi pustymi źrenicami okien.

I jakże dziwnie to kontrastuje z tym kolorowym tłumem ludzi, z tym gwarem i hałasem buszującym wokół straganów ulicznych sprzedawców rzeczy wszelakich….

Nie wiem czy wszyscy to widzą… czy zwracają na to uwagę… Tłumy turystów snują się po wąskich uliczkach, szukając pamiątek lub ciekawych widoków na tenże Stary Most, który cały czas jest oblepiony masą ludzi i z którego co jakiś czas skaczą miejscowi – prawie 30 metrów w dół, do lazurowych wód rzeki Neretwy. Skaczą za pieniądze zebrane od ciekawych turystów. To po prostu ich sposób na życie. Nierozsądność czy odwaga? Nie umiem tego ocenić.

Ale jak już mowa o tych punktach widokowych dla najlepszych zdjęć ze Starym Mostem, to najłatwiejszym do znalezienia takim miejscem jest Meczet Koski Mehmed-Pasza z 17-go wieku. W cenie biletu jest wstęp do wnętrza meczetu oraz do platformy widokowej. Za dodatkową opłatę można wejść również na minaret.

Przed meczetem tradycyjnie ulokowana jest fontanna z wodą pitną i zadaszeniem.

Wnętrza są bardzo skromne. Ściany i sufit zdobią tradycyjne ornamenty orientalne o motywach roślinnych i geometrycznych. Ze wszystkich meczetów w Mostarze tylko ten może się pochwalić oryginalnymi malowidłami, które udało się zachować. Natomiast minaret i kopuła zostały zniszczone przez chorwackie siły zbrojne podczas wojny. W latach 1996-2001 zostały one odbudowane ponownie.

Po wyjściu z meczetu warto przejść kawałek dalej w kierunku północnym i odwiedzić tak zwany „Turecki Dom” – oryginalną budowlę mieszkalną z 1635 roku. Obecnie tylko 1/3 tego kompleksu mieszkalnego jest dostępna dla zwiedzających. Cześć budynku została zniszczona w trakcie wojny, a część została wykupiona przez pewną rodzinę, która obecnie ją zamieszkuje.

Najpierw wchodzimy do pięknego patio z fontanną i, jak widać na zdjęciu, żółwiem-rezydentem, pełzającym sobie spokojnie między turystami. Następnie zagłębiamy się do wnętrza domu, który jest pełny cudownych tureckich dywanów, kunsztownie wyrzeźbionych drewnianych mebli oraz różnorakich ceramicznych bądź metalowych przedmiotów używanych w domostwie. A na drugim piętrze jest pokój, który bardziej przypomina werandę – bo ma więcej okien niż ścian. Za oknami przecudne widoki na Neretwę.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Zastanawiam się, jaki ta różnorodność kulturowa i religijna w tym mieście i w tym kraju musiała mieć wpływ na jego mieszkańców? Jak nauczyła ich koegzystować na jednej ziemi… Bo przecież byli tu i nadal są również chrześcijanie obrządku wschodniego, czyli prawosławni. Byli, od czasów Imperium Osmańskiego, również żydzi…

Straty, które to miejsce poniosło w XX wieku są przerażające. Z 13 meczetów z okresu osmańskiego 7 zostało straconych na skutek bombardowań lub zniszczonych z powodów ideologicznych. Zniknęła z ulic miasta również jedna z dwóch dziewiętnastowiecznych cerkwi prawosławnych. Synagoga z 1889 roku została przerobiona na teatr kukiełek…

Jakim zapamiętam to miasto? Takim, jak na większości pocztówek – malowniczym, z urzekającym widokiem Starego Mostu łączącym dwa brzegi Neretwy? Jak na tym właśnie obrazku:

Nie. Zdecydowanie nie. Zapamiętam go różnorodnym, zaskakującym, zniszczonym i odradzającym się znów, żywym, pamiętającym wszystko, co się tu wydarzyło, ale nie wstydzącym się już tych swoich ran, tylko prezentującym je w jedynym szczytnym celu – żeby nigdy nikt tego nie zapomniał i żeby to już nigdy się nie powtórzyło… Mostar – to miasto, które pamięta.

W drodze powrotnej przechodząc ponownie przez Stary Most i już będąc na samym jego końcu przypadkiem spojrzałam w dół i zobaczyłam ten kamień z napisem „Don’t Forget ’93”. Myślę, że napis ten jest skierowany do każdego kto potrafi widzieć trochę więcej niż leży na powierzchni i oceniać nie tylko według kryteriów „ładne lub brzydkie”, „bogate lub biedne”. Bo miasto Mostar z jego rozwalonymi domami i biedakami żebrzącymi na ulicach jest bogate… w historię i w doświadczenia, i jest piękne…, bo ma swoją piękną żywą duszę. I każdemu turyście opuszczającemu jego mury próbuje powiedzieć: „Nie zapomnij”.