Mówimy Chorwacja – myślimy: morze! A jednak to nie tylko morze! To przecież rzeki, kaniony, wodospady, góry i parki narodowe! Kilka lat temu odbylam pierwszą podróż do tego kraju. Wtedy glównie podziwialam morze oraz piękne miasta i miasteczka Pólwyspu Istria: takie jak Poreć, Rovinj, Pula, Novigrad.

Tym razem też oczywiście było trochę morza:

Ale głównym celem (co najmniej moim) było zbadanie terenu na lądzie. Miałam przeczucie, że Chorwacja ma naprawdę dużo do zaoferowania. I oczywiście ma! Za jednym machem nie da się wszystkiego zobaczyć. Do tego trzeba przyznać, iż lipiec na zwiedzanie tego kraju nie za bardzo się nadaje. Nawet sami chorwaci oblewając się słonym potem mówili, że w tym roku (2015) to po prostu „masakra”. Ale dawali z siebie wszystko by jakoś te tysiące turystów przy życiu utrzymać, za co im wielka „Hwala!” – czyli dzięki!

A teraz do rzeczy! Punktem pierwszym na liście były góry. A dokładnie Park Narodowy Paklenica w masywie górskim Velebit oraz Park Przyrody Biokovo w masywie górskim Biokovo. Niestety trochę się przeliczyłam z odległościami i Paklenica pozostaje słodką tajemnicą do odkrycia w przyszłości.

Park Przyrody Biokovo natomiast dało się trochę liznąć.

Masyw górski Biokovo dominuje swoją potęgą nad całą Rivierą Makarską – od Breli do Drvenika. Zdecydowaliśmy się na przejście szlakiem edukacyjnym „Ścieżkami antycznej Berulii” z Górnej Breli do kościoła Sv. Nikola, a stąd –  wrócić do Breli szlakiem, istniejącym, jak się okazało, tylko w teorii.

Pierwsza ciekawostka po drodze – Kościół Matki Bożej Uzdrowicielki z XVII wieku.

Trochę ladnych widoków nigdy nie zaszkodzi:

Straszono nas dużą ilością źmiji w tych górach. My widziliśmy tylko ich suche zrzucone skóry. Oraz, przechodząc przez gęsto porośnięnty drzewami odcinek szlaku, spotkaliśmy jakieś zwierze w odległości około 20 metrów od nas, które od razu zaczęło uciekać. Nadal nie wiemy, czy to był ryś czy dzika koza… A na zdjęciu poniżej taki sobie miły przedstawiciel lokalnej fauny:

Szlaki w Chorwacji są oznaczane za pomocą biało-czerwonych kułeczek. Nie jest tych kułeczek zbyt dużo, muszę przyznać. Czasami też przydałaby się jakaś strzałeczka, wskazująca kierunek… Nie dużo ludzi chodzi tam po górach. Nie bardzo widoczne są miejscami ścieżki. Prawie na każdym rozgałęzieniu zaczyna się prawdziwe wróżenie – w którym kierunku pójść by się nie zgóbić…

Koniec szlaku wita nas pięknym widokiem oraz trzynastowiecznym kościołem Św. Nikolaja (Crkva Sv. Nikole).

Park Narodowy Krka:

Wycieczkę do parku Krka rozpoczynamy w miasteczku Skradin. Uwaga, wskazówka! Nie trzeba koniecznie stać w kolejce w Visitor’s Centre po bilet. Lepiej od razu ustawić się w kolejce do statku, który zawiezie was urokliwą rzeką Krka do wodospadów Skradinski Buk, gdzie, na miejscu można kupić bilet wejściowy. To znaczy, że żeby wejść na statek, nie trzeba mieć biletu.

Kolejki w sezonie będą zawsze. Bardzo rossądne jest jak najwcześniejsze przybycie na miejsce. My o godzinie 9:30 już byliśmy przy wodospadzie. Sporo ludzi już się kąpało i podziwiało ten cud natury. Ale to było nic w porównaniu do tych dzikich tłumów, które zobaczyliśmy o godzinie 12:00, kiedy po zrobieniu kółka na ścieżce edukacyjnej wróciliśmy z powrotem do głównego wodospadu. Ludzie już nie mogli się pomięśćić na wąskim mostku, a lazurowe wody wodospadu bardziej przypominały mrowisko tylko że ludzkie. Więc, o tej porze, nie daj Boże, tam się znajdować. Wstawajcie o 7 rano i ruszajcie w drogę, to jedyna opcja by złapać trochę szczęśliwych chwil w tym cudnym miejscu!

A, i jeszcze jedna wskazówka: idąć po ścieżce edukacyjnej lepiej wybrać kierunek po strzałce wskazującej. Większość ludzi robi na odwrót i są pogoniani napierającym z tyłu tłumem…a my mieliśmy totalny luz. Widoki po drodze śą bardzo ciekawe, jest tyle wody wszędzie do okoła… prawdziwy labirynt składający się z malutkich potoczkow, jeziorek i mniejszych wodospadzików. Cudownie!

Po powrocie do miasteczka Skradin warto się tam zatrzymać na obiad lub chociążby pozwiedzać trochę. Jest to bardzo stare (jedno z najstarszych w Chorwacji) i bardzo klimatyczne miejsce. Starożytne uliczki śą bardzo wąskie, z niektórych domów już osypują się ściany, życie toczy się tu w swoim tempie, czas jakdyby się zatrzymał…

Spływ po rzeczce Cetina oraz zwiedzanie miasteczka Omiš.

Rzeka Cetina słynie wśród turystów ze swoich spływów raftingowych. My, ponieważ byliśmy z dzieckiem, wybraliśmy wersję „light”- czyli wynajeliśmy niewielką motorówkę, którą z miasteczka Omiš dopłyneliśmy do przystani Radmanove Mlinice w niecałe pół godziny. W tym miejscu w kamiennym budynku młyna wodnego z 18 wieku mieści się teraz restauracja i można tu zjeść dobre regionalne jedzenie i zobaczyć jak pieką prawdziwy chorwacki chleb w piecu, przykrywając go metalową pokrywką, podążając za dawnymi tradycjami.

A oto taka mniej więcej sceneria otoczała nas podczas podróży:

Wracamy łódką do miasteczka Omiš, które leży częściowo na stromych skałach nad samą rzeką, a częściowo na łagodnym już brzegu morza Adryatyckiego. Jest bardzo malownicze. Najlepiej jednak prezentuje się z wysokości 245 metrów – na które trzeba się wdrapać by zobaczyć kamienną Twierdzę Mirabellę z 13 wieku – główny zabytek tego miasteczka. W upalny dzień nie lada wyzwanie, więc zaopatrzcie się w dużą ilość wody. Na pewno się przyda.

Modro Jezero (Jezioro Niebieskie) przy miasteczku Imotski:

To prawdiwy cud natury. Tuż przy samej granicy z Bosnią i Herzegoviną, daleko od gwaru i tłoku turystycznego leży miasteczko Imotski, a w jego okolicach są dwa jeziora pochodzenia krasowego (powstałych w wyniku podniesienia się zwierciadła wód podziemnych) – Jezioro Czerwone oraz Modro Jezero, czyli Jezioro Niebieskie. Do Czerwonego jest brak dostępu i można go zobaczyć wyłącznie z góry. Natomiast Niebieskie jest dostępne dla ludzi – żeby zobaczyć ten cud natury trzeba iść po spiralnej ścieżce w dół, ponieważ jezioro leży głęboko na dnie skalnego krateru. Im niżej schodzimy, tym bardziej parne i ciepłe robi się powietrze. Kąpiel odswieżająca jak najbardziej jest więc wskazana.

Miasto Šibenik:

Miasto Šibenik – to miejsce bardzo bardzo klimatyczne oraz bardzo fotogeniczne. Miasto, które rośnie na skałach, wyrasta z nich i wrasta w nie ponownie. Domy i skały tworzą tu spójną całość.

W najgorętsze godziny popołudniowe miasto się wyludnia i zaczyna się prawdziwa siesta:

Dopiero bliżej nocy znów wszystko ożywa i życie nabiera intensywnych kolorów, dzwięków i smaków…

Zapalające się światła ożywiają ulice miasta, a w oddali pięknie świeci się 16-wieczna Twierdza Šubićevac górująca nad łandszaftem Šibenika.

Zachód słońca oglądany z Twierdzy św. Mikołaja (Tvrđava sv. Mihovila) jest nieziemsko piękny, wręcz przecudny. Wrócę napewno do Śibenika chociażby po to, by jeszcze raz zobaczyć ten magiczny zachód.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s