Pieniny w deszczu

Padał deszcz. Od samego rana. I nie zamierzał przestać… Co robić w Pieninach gdy pada?

Wąwóz Homole, Sokolica, Rezerwat Biała Woda i Trzy Korony… tak blisko, a jednak tak daleko były od nas tam tego poranka. Trzeba było szukać alternatywy i zmieniać plany. Na szczęście zastanawialiśmy się niedługo! Zamek w Niedzicy, Zamek w Czorsztynie oraz Czerwony Klasztor na Słowacji – oto właśnie to! Nie wiem, czy w ogóle zobaczylibyśmy to wszystko gdyby nie ten deszcz :))

Przybywamy do Niedzicy, gdzie zachował się w dosyć dobrym stanie 14-wieczny Zamek Dunajec:

Zwiedzamy zamek wzdłuż i wszerz. Jest dosyć ciekawy. Ma ładny widok na okolicę z dużego tarasu. Ma również komnaty wyposażone w przedmioty i meble z 16 – 17 wieków. Dla poszukiwaczy mocnych wrażeń dostępna do obejrzenia jest tak zwana „izba tortur”.

Następnie musimy się dostać na przeciwległy brzeg. Korzystamy z rejsu statkiem Niedzica-Czorsztyn. Uprzedzam, że w drodze powrotnej statek robi wielkie i beznadziejnie nudne kółko po tym zbiorniku wodnym, więc jak ktoś chce szybko wrócić do Niedzicy aby pędzić gdzieś dalej, to lepszą opcją będzie kanoe. Można je złapać tuż obok tych głównych promów.

Z daleka Czorsztyński Zamek prezentował się tak:

A z bliska właśnie tak:

Mnie osobiście ten zamek bardziej przypadł do gustu. Jest on bardziej klimatyczny, bardziej mroczny i dziki, jakiś taki prawdziwy, nie zaadoptowany, nie wychuchany.  Zamek jest integralną częścią skały na której stoi. Niektóre go ściany po prostu wyrastają z kamieni, schody również jak gdyby wyłaniają się z kamiennej ziemi.

Na pewno nie było to ciche i spokojne miejsce. Czuć tu ciemną i mroczną aurę. Nie chciałabym tu zostać sama na noc, nawet z latarką :))

Ale wracajmy już do Niedzicy, a stąd rzut beretem – do Sromowców Niżnych. Zobaczyć Trzy Korony od spodu to jest coś przepięknego… Tak mówił nasz gospodarz z Willi nad Parkiem.  Zobaczyliśmy jednak wielkie potężne chmury, troskliwie otulające górną część Trzech Koron, nieco prawdziwy skarb. No cóż, to nie koniec świata. Przechodzimy na inna stronę Dunajca – i ta da – jesteśmy na Słowacji!!

Szybka wizyta w lokalnym sklepiku i ruszamy do Czerwonego Klasztoru. Po drodze mijamy kilka karczm i restauracyjek słowackich, więc jak ktoś ma ochotę skosztować słowackich knedliczków – to jest to dobra okazja.

My najpierw odwiedziliśmy zabytkowy Czerwony Klasztor z 14 wieku:

A już potem udaliśmy się na zasłużony choć i mocno spóźniony obiad w klimatycznej restauracji słowackiej: