Szalone miasto Tallinn

Nigdy się nie spodziewałam, że Tallinn okaże się takim tętniącym życiem zlepkiem pozytywnej energii. Mniemanie o estończykach i ich flegmatycznej naturze okazało się… tylko mniemaniem. Mieszkańcy Tallinna w rzeczywistości są bardzo otwartymi i pozytywnie nastawionymi ludzmi z niezłym poczuciem humoru. Samo miasto Tallinn żyje multikulturowością i jest otwarte na wszystkich przybyszy – czy to turyści z Rosji, Hiszpanii, Azji lub Ameryki – każdy jest tu „very welcome”. Na szczególną uwagę zasługują jednak odwiedzający z sąsiedniej Finlandii. Codziennie dziesiątki statków opuszczają brzegi Helsinek by przywieźć na ziemie estonską kilka tysięcy podekscytowanych i gotowych do „akcji” fińskich poszukiwaczy przygód. Nie sposób jest je nie zauważyć: piją dużo, krzyczą głośno, zawsze trzymają się w sporych grupach i są już częścią tutejszego krajobrazu – podoba się to komu czy nie. Trzeba tylko od początku zaakceptować ich obecność i wtedy w magiczny sposób zlewają się z ogólnym hałasem i przestają przeszkadzać.

Ale nie tylko współczesna wielokulturowość tworzy niezwykłą atmosferę tego miasta. Tallinn jest nasiąknięty duchem średniowiecza. Ma najlepiej zachowaną starówkę z tej epoki. Wszystko tu jest prawdziwe, nic nie zostało zniszczone w tych czasach, gdy Warszawa czy Mińsk poległy w ruinach… Można tu doswiadczyć prawdziwego przeniesienia się w czasie: wierze i wierżyczki, bramy i ściany starego miasta, kościoły i katedry – wszystko działa w magiczny sposób na wyobraźnie, a ludzie pzebrani w kościumy z tej epoki, których co jakiś czas da się spotkać tu w sklepach, restauracjach bądź na ulicach, sprawiają wrażenie prawdziwych przybyszów z tam tych czasów.

Wielokulturowość tego miejsca, oczywiście nie zaczeła się w szalonym 21 wieku. Ma ona długą i ciekawą historię. Mieszanina ludów i panowanie różnych władz są bezpośrednim tego powodem. Na ulicach miasta znajdujemy kościoły luterańskie, ewangelistyczne, katolickie, cerkwie prawosławne oraz budynki po dzień dzisieszy należące do niemieckiej społeczności…. Do tego bezpośrednie położenie przy samym porcie i dobre połączenie morskie z wieloma miastami różnych krajów robi z Tallinna prawdziwy tygiel kulturowy.

Gdy jesteś w Tallinnie po raz pierwszy nie można nie skorzystać z wielu okazji by zobaczyć to miasto z góry. Jest dużo wierz i punktów widokowych, na które koniecznie trzeba się wdrapać. Pierwszeństwo w tym śmiało odddaję wzgórzu Toompea, które jest częścią starówki.

Najciekawsze widoki otwierają się z barokowej wierzy Katedry Najśw. Maryi Panny (Toomkirik). Chociaż na wejściu jest napisane, że zamykają o 18;00, to o w pół do szóstej już nie chciano nas wpóścić na wierzę, ale po kilkuminutowym marudzeniu się udało!

A widoki z góry są takie:

Na Wzgórzu Toompea

Na Wzgórzu Toompea

Na Wzgórzu Toompea

W dół lecimy już prawie skacząc po schodach (bo pani pracowniczki już wszystko zamykają). Następnie udajemy się na platformę widokową Patkuli w północnej części wzgórza. Po drodzę raz jeszcze rzucamy okiem na 13-wieczną katedrę:

Następnie przez takie cudne uliczki docieramy do Patkuli Vaateplatvorm.

Na Wzgórzu Toompea

Stąd mamy ładny widok na Kościół św. Olafa z portem w tle oraz na średniowieczne ufortyfikowane ściany otaczające miasto:

Patkuli viewing platform

Następnie, nie bardzo pamiętam jak, ale docieramy do Kohtuotsa Vaateplatvorm, czyli platformy widokowej Kochtuotsa, która podobała mi się jeszcze bardziej. Widok na Stare Miasto z nowoczesnymi wierzowcami w tle jest bardzo przyjemny:

Jednym z najciekawszych zabytków na wzgórzu Toompea jest prawosławna Katedra Aleksandra Newskiego. Zaczęto ją budować tu w roku 1895, a skączono w roku 1900. Reprezentuje ona styl bizantyjsko-rosyjski.

Gdzieś tuż obok tej Katedry trzeba przejść przez niewielką bramę i wtedy znajdziemy się w miejscu związanym z panowaniem Duńskich Króli na tych ziemiach – jest to platforma nieco mniej widokowa, ale dosć ciekawa. Metalowe figury trzech mnichów nadają otoczeniu trochę mroczną aurę:

Jest tu też kawiarnia, która zachęca do siebie turystów swym średniowiecznym obliczem i bardzo klimatycznym tarasem:

Uprzedzam jednak, że jedno piwo lub jeden shot Vana Tallinn kosztują tu 7 Euro. Liczą wyłącznie na turystów rzecz jasna…

Nie tylko na wzgórzu Toompea można podziwiać Tallinn z góry. Zejdźmy do reszty Starego Miasta. Tu góruje nad wszystkim ewangelicki Kościół św. Olafa. Ma prawie 125 metrów wysokości. Wdrapanie się na jego wieżę jest sporym wyzwaniem :)) Warto więc potrenować wcześniej na mniejszych wieżach i wieżyczkach.

St. Olaf Church

Wchodzimy do wieży przez takie małe drzwiczki i zaczynamy wdrapywać się po kamiennych 13-wiecznych schodach.

Po kilku pełnych pychcenia minutach docieramy do platformy na górze i podziwiamy widoki:

Na górze wąsko i slizko, ale bespiecznie! W drugiej półowie 20-g0 wieku budynek tego kościołu był używany przez agentów KGB jako wierza radiowa oraz punkt obserwacyjny.

Jak już zaszła mowa o KGB, to tu Tallinn ma dużą ciekawostkę dla turystów. Na najwyższym piętrze Hotela Viru (Viru Sokos Hotel) mieści się była siedziba KGB a obecnie museum, dostępne do zwiedzania wyłącznie z przewodnikiem, który oprowadza i opowiada. Udało nam się dołączyć do grupy dosłownie w ostatniej chwili, bo startowali już tuż tuż. Po zapłaceniu udaliśmy się wraz z naszą przewodniczką do hotelowych wind, gdzie podzielone na grupy zostaliśmy wysłane windą na ostatnie piętro. Zażartowałam, że Pani przewodnik pewnie wysyła nas do kosmosu… Na górzę słuchaliśmy z wielkim zainteresowaniem opowiadane przez naszą przewodniczkę historie i anegdoty, opowiadane, muszę przyznać, z wielką pasją i dużą dawką dobrego humoru.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Polecam gorąco to miejsce. Jest to kolejna podróż w czasie. I chociaż podróżujemy do przeszłości nie aż tak odległej, bo niektórzy z nas jeszcze pamiętają te czasy, a jednak daje to możliwość lepszego zrozumienia historii tego miasta oraz pozwala trochę urozmaicić ten wszechobecny smak średniowiecza.

Gdyby ktoś nadal miał niedosyt widoków z góry – to polecam również Ratusz, który pięknie prezentuje się na placu miejskim (Raekoja Plats):

Jest jeszcze jeden dość wysoki budynek na starówce Tallina – były Kościół św. Nikołaja (Niguliste kirik), a obecnie muzeum. Nie dotarliśmy niestety do niego. Warto tam wejśc nie tylko po to by wdrapać się na wieże, ale również żeby obejrzeć ekspozycję.

Niguliste kirik

Tallińska starówka leży tuż przy samym porcie. Nam się poszczęściło i akurat, gdy wybraliśmy się tam na wieczorowy spacer, grany był koncert jazzowy w pięknych okolicznościach pogody: w świetle zachodzącego słońca i z podmuchami lekkiej morskiej bryzy: